Ja właśnie też tak myślę, że przechodząc co roku tylko jakiś fragment gór nieprędko zabraknie ciekawych tras. Tym bardziej, że po jakimś czasie pojawiają się nowe osoby w życiu i pokazuje im się na nowo to co się zna - w moim przypadku żona odkryła Tary ze mną, potem odkrywaliśmy doliny (dziecko w drodze w brzuchu mamy), potem znów odkrywaliśmy doliny (dziecko w drodze na plecach taty ), teraz udaje się je sprzedać dziadkom, a zaniedługo będzie odkrywało z rodzicami góry (a dokładniej doliny ), a potem historia się powtórzy itd. W takich i innych okolicznościach mój rekord dot. Szpiglasowej - cztery razy... planowana, ani razu nie zdobyta. Ale za to wszystko ciągle przede mną.
|