Właśnie dzisiaj wróciłam z Zakopanego. Razem z moimi współtowarzyszami miałam okazję być w Pychotce na Krupówkach. Zdecydowanie nie polecam tego miejsca nikomu. Na deptaku stoi wesołek, w kucharskiej czapce i wabi swoimi okrzykami zgłodniałych turystów. Obiecał, że w dostępnej cenie najemy się do syta. Wprowadził nas w bramę, gdzie paskudne otoczenie pełne zakamarków zapaliło nam w głowie czerwoną lampkę. Jednak zachęceni obietnicą, że na pewno smacznie zjemy nie zrezygnowaliśmy. Przeszliśmy za nim po popękanych schodach, obok jednych odrapanych drzwi potem następnych aż wreszcie weszliśmy do środka tej tzw. Pychotki i co? Wnętrze jak wnętrze- stoły, krzesła, plazma na ścianie no i zapach niczego sobie. Uśmiechnięta panienka z radością przyjęła zamówienie. Czekaliśmy krótko i wizualnie nawet to jedzonko wyglądało zjadliwie. Niestety smaki w niczym nie przypominały pysznej domowej kuchni. Pomidorowa jakaś słodka, ziemniaki niedogotowane a surówki- pożal sie Panie Boże, wogóle nie nadawały się do jedzenia. Gdyby którakolwiek gospodyni domowa podała swoim domownikom takie jadło to na pewno niejeden talerz wylądowałby na jej głowie. To nie nadawało się do jedzenia. Surówki- paskudztwo!Jeszcze raz nie polecam i nie dajcie się skusić temu pajacowi wystylizowanemu na kucharza wrzeszczącemu na pół Krupówek jak to u nich można tanio, obficie i smacznie zjeść.
|