Tatry to nie stadion!
- Profesor Mikołaj Górecki zaapelował ostatnio do Polaków o to, by nie dopuścili do zniszczenia tego pięknego zakątka, jakim są Tatry - mówi Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. - Jednak nie miał na myśli zniszczenia roślin i zwierząt. Tu przyroda sama sobie poradzi. Ale czy na przykład fauna da sobie radę, gdy naruszana jest jej przestrzeń przyrodnicza przez turystów, którzy w sylwestra idą na Giewont czy Kasprowy Wierch i tam strzelają petardami?
Niestety, mimo że strażnicy parkowi wspierani przez straż miejską walczyli przez całą sylwestrową noc z turystami, którzy postanowili zabawić się w Tatrach - nie wszędzie udało się dotrzeć i nie wszystkich ukarać.
- Dwa dni przed sylwestrem kontrolowaliśmy wejścia do jaskiń, czy nie wnoszone są do nich petardy, czy ludzie nie upijają się w komnatach. Nikogo nie znaleźliśmy, ale to wcale nie oznacza, że tego nie było - mówi dyrektor Skawiński.
W sylwestra turyści byli w Tatrach wszędzie: na Kozim Wierchu, Kasprowym, Giewoncie, Beskidzie, Nosalu, Wielkiej Kopie Królowej, na Stołach, na Przełęczy między Kopami, gdzie rozpalili wielkie ognisko z kosodrzewiny, wjeżdżali samochodami, szli z pochodniami (co też jest zabronione), w wielu miejscach biwakowali na szlakach w namiotach.
- Co może zrobić dziesięciu strażników, gdy w takiej sytuacji potrzeba co najmniej 150? - pyta Skawiński. - Mamy w sezonie wolontariuszy, ale niestety oni nie mają tych uprawnień i środków przymusu, co straż parku.
Ta ostatnia dysponuje kajdankami, gazem, bronią, może wypisywać mandaty. Wolontariuszom wolno zaś tylko pouczać turystów.
- W ostatnich latach Zakopane jest w sezonie przepełnione. Coraz częściej ludzie nie mieszczą się już na Krupówkach, więc wyruszają w Tatry. Nie dlatego, że lubią górskie wycieczki, ale że nie chcą wędrować w tłumie ulicznym, niemal twarz przy twarzy - mówi Skawiński.
Tłum przenosi się więc z zatłoczonych Krupówek w góry. I traktuje Tatry jak ulicę, gdzie niemal wszystko wolno. Nie wszyscy zauważają, że jest to teren chroniony, na którym obowiązują ograniczenia. Ale dyrekcja TPN nie wyobraża sobie, by zamykać niektóre obszary gór czy wpuszczać tylko określoną liczbę turystów.
- Nie możemy ustawić szlabanów przy wejściach w Tatry i sto osób wpuścić, a sto pierwszej już nie - tłumaczy dyrektor. - Wyobrażam sobie, co by się działo i to w całej Polsce, gdyby tą sto pierwszą osobą był jakiś prominent albo zasłużony działacz Związku Podhalan?
Parkowcy liczą, że niedługo tłum w górach się rozładuje, bo rozejdzie się po całych Tatrach, również Słowackich. Ale dopóki u nas będzie taniej, dopóty nasze góry będą zapchane, a wielu turystów będzie się w tłumie czuć bezkarnie. Dlatego na razie przy poskramianiu agresywnych wobec przyrody przybyszów dyrekcja TPN liczy na prawdziwych turystów, którzy powiadomią straż parku, gdy zauważą coś niewłaściwego.
- Rozważamy uruchomienie telefonu interwencyjnego, na który turyści mogliby dzwonić o każdej porze dnia i nocy bezpośrednio do straży i prosić o interwencję -mówi Edward Wlazło, komendant straży. Taki telefon ma TOPR.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/08

Komentarze
Skomentuj artykułZminic przepisy
Odpowiedz
Re: Zminic przepisy
Data: Druga połowa września 2009
Wchodzę na Kozi,zmachany jak pies,a tam pełno znawców tematu - głośno rozprawiają o tym jak to weszli o wiele szybciej niż podaje przewodnik,znają wszystkie szczyty dookoła,opowiadają swoje "ciekawe" historyjki o nocowaniu w schroniskach i wymieniają z imienia właściciela,kąpią się w lodowatej wodzie, golą maczetą i myją dupę piaskiem.No i ich nieodzowny atrybut - czyli piwko albo papieros,albo to i to.Łapię drugi oddech,zbieram się w sobie i grzecznie walę do jednego z nich,że tu jest park narodowy i że dym może innym przeszkadzać i czy mógłby zgasić tego papierosa.No i tu wychodzi z nich prawdziwy traper,wędrownik,przyjaciel gór - " a pan to kto,z TPNu hehehe,jak przeszkadza to niech pan odejdzie". Oczywiście przyklaskują mu jego kompani. Mogę powiedzieć otwarcie,że zawsze zwracam uwagę palaczom i 1 na 30 mówi przepraszam,gasi to gówno i sprawa zamknięta.Natomiast reszta zawsze ma jakieś pierwszorzędne wymówki.Żal mi ich,i czasem zastanawiam się czy takiego po piwku który by miał wypadek w górach bym ratował...ale zrobiłbym to jednak bo etyka do tego zobowiązuje. Zmieniać przepisy,nakładać kary,wysłać 1000 strażników - to nic nie da,najpierw muszą zmienić się ludzie.
Odpowiedz
Re: Zminic przepisy
Data: Druga połowa września 2009
Wchodzę na Kozi,zmachany jak pies,a tam pełno znawców tematu - głośno rozprawiają o tym jak to weszli o wiele szybciej niż podaje przewodnik,znają wszystkie szczyty dookoła,opowiadają swoje "ciekawe" historyjki o nocowaniu w schroniskach i wymieniają z imienia właściciela,kąpią się w lodowatej wodzie, golą maczetą i myją dupę piaskiem.No i ich nieodzowny atrybut - czyli piwko albo papieros,albo to i to.Łapię drugi oddech,zbieram się w sobie i grzecznie walę do jednego z nich,że tu jest park narodowy i że dym może innym przeszkadzać i czy mógłby zgasić tego papierosa.No i tu wychodzi z nich prawdziwy traper,wędrownik,przyjaciel gór - " a pan to kto,z TPNu hehehe,jak przeszkadza to niech pan odejdzie". Oczywiście przyklaskują mu jego kompani. Mogę powiedzieć otwarcie,że zawsze zwracam uwagę palaczom i 1 na 30 mówi przepraszam,gasi to gówno i sprawa zamknięta.Natomiast reszta zawsze ma jakieś pierwszorzędne wymówki.Żal mi ich,i czasem zastanawiam się czy takiego po piwku który by miał wypadek w górach bym ratował...ale zrobiłbym to jednak bo etyka do tego zobowiązuje. Zmieniać przepisy,nakładać kary,wysłać 1000 strażników - to nic nie da,najpierw muszą zmienić się ludzie.
Odpowiedz
skandal!
Co do palenia papierosów w parku to ja osobiście też zwracałam uwagę i to nie jednemu kolesiowi, ale cóż spotykałam się z takim samym zachowaniem jak loonger: patrzą się na mnie jak na wariatkę, ale myślę sobie, że i tak wcześniej czy później to ta osoba umrze od tego palenia.
Szkoda że ludzie są takimi egoistami i samolubami. Jeżeli nie zacznie się ostro tępić takich zachowań to niedługo nie będzie gdzie jeździć żeby odpocząć.
Odpowiedz
Re: skandal!
Odpowiedz
telefon do TPN
Odpowiedz
Re: telefon do TPN
Bieganie po Tatrach /gdzie indziej też/ obozów sportowo-kondycyjnych, to żadne nieszczęście. Trudno /i nudno/ w kółko trenować kondycję na tym samym, zapyziałym nieraz boisku.
Rzucanie "mięsem" nie tylko w tej grupie jest modne. Kiedyś od niewybrednych krzyków taternickich spod Kościelca uszy więdły przy podchodzeniu na Zawrat. Na kilometr niosło.
Rzucanie kamieniami to haniebny i niebezpieczny proceder uprawiany przez dzieci- wynika chyba tylko z bezmyślności. Nie da się Tatr zamknąć przed "takimi użytkownikami".
Część winy ponoszą opiekunowie. Pewnie też przeklinali i rzucali w młodości kamieniami bo nikt ich nie wyedukował należycie. Raz omal nie oberwałam kamieniem nad potokiem Chochołowskim, do którego zeszłam umyć ręce. Rzucał wnuczek, bo nudziło go schodzenie drogą. Zwróciłam uwagę, po czym zostałam pouczona przez "dziadka", że dziecko się musi wyszaleć. Zapytałam dziadka, czy w kościele też pozwoliłby mu rzucać. Popatrzył na mnie z politowaniem - jak na wariatkę. TPN traktować jak świątynię? - to się w niejednej pale nie mieści. Teraz chyba nie jest lepiej, ale cześć tym, którzy nie poprzestają na załamywaniu rąk.!
Odpowiedz
:/
Również jestem pzeciwna iciu alkoholu, w górach- ze względów bezpieczeństwa (tak samo zresztą na kompieliskach).
Jednak do wszystkich komentarzy mam jedno osobiste "ale"- jestem palaczką i palę co jakiś czas na terenie TPN, ale zawsze staram się trzymać wtedy na ile to możliwe z boku (od innych ludzi) i przenigdy nie zostawiam niedopałków po sobie w parku (zabieram ze sobą w reklamówce).
Potrafię zrozumieć oburzenie innych, co do palaczy, ale przy środkach które zachowuję, uważam, że jeśli nie smiecę i staram się na nikogo nie "chuchać", mam prawo to robić.
pozdrawiam
Odpowiedz