
|
|
|||||||||||
|
Grzybobranie w TPN
dodano: 11 Września 2007 |
|||||||||||
|
Zejście ze szlaku może być niebezpieczne dla zbieraczy - można się natknąć na strażników parku, bądź co gorsza na niedźwiedzia. Deszczowa pogoda nie rozpieszcza turystów w Tatrach. Ale są i tacy, których tegoroczna wrześniowa aura wyjątkowo cieszy. Urodzaj na grzyby jest bowiem w tym roku niebywały. Tatrzańskie lasy zaroiły się od prawdziwków i niestety amatorów zupy grzybowej. Mimo zakazu, smakosze leśnych przysmaków zapuszczają się również na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. To może skończyć się mandatem lub - co gorsza - spotkaniem z niedźwiedziem. Przepisy swoje a życie swoje Wchodząc na teren TPN musimy sobie zdawać sprawę, że tak naprawdę nasze zachowanie obwarowane jest licznymi przepisami. Jak łatwo się domyślić są to przede wszystkim zakazy. A te można podzielić na powszechnie znane oraz - powiedzmy - nieco zapomniane. Generalna zasada obowiązująca we wszystkich parkach narodowych to zakaz schodzenia ze szlaku. Oprócz tego od jakiegoś czasu obowiązuje też zakaz wchodzenia na szlak razem z pieskiem. I te zakazy jakoś już powoli stały się dla nas naturalne i zrozumiałe. Natomiast zupełnie inaczej jest z całkowitym zakazem zbierania w Tatrach dobrodziejstw natury. Dotyczy to więc również jagód, czy grzybów. Zapaleni grzybiarze To, że w Tatrach nie można chodzić na grzyby szczególnie dotkliwie dotyka jednak nie turystów a mieszkańców Podhala. To oni uwielbiają wcześnie rano przejść się po lesie z koszyczkiem w nadziei, że uda się upolować kilka prawdziwków. Przyrodnicy potwierdzają, że w tym roku urodzaj na grzyby jest wyjątkowy. Również wyjątkowo dużo amatorów tego przysmaku zapuszcza się w tatrzańskie lasy. - To jest nielegalne zbieractwo - podkreśla Paweł Skawiński, dyrektor TPN. - I niestety zdarza się to i u nas. My ze swojej strony bardzo ostro na to reagujemy. Na szczęście nie dochodzi tutaj do sytuacji, że gdzieś w pobliże lasu podjeżdża autokar i ludzie tyralierą idą zbierać grzyby. Tak się zdarza np. w okolicach Zielonej Góry. To jednak jest zupełnie niezrozumiałe dla górali. - Jak to nie można? - pyta ze zdziwieniem pani Maria z zakopiańskiej Cyrhli. - Na grzyby do naszych lasów chodziłam już z moją mamą, jak byłam mała. Teraz też się wybieram. Nie śmiecę, niczego nie niszczę, więc nie wiem, dlaczego nie mogłabym dalej zbierać grzybów w parku. Niebezpieczna profesja Tymczasem, jak się okazuje, zejście ze szlaku może być nieprzyjemne w skutkach dla zbieraczy. Można się natknąć na strażników parku i słono zapłacić za nasze gusta kulinarne. Co jednak gorsze, można i spotkać np. niedźwiedzia, który na pewno nieprzychylnie potraktuje konkurenta w swojej spiżarni. - Teren parku nie może być non stop penetrowany przez ludzi - zaznacza Paweł Skawiński. - Musimy dać szansę zwierzynie. Jest tak gęsta sieć szlaków, że nie ma większego pustego terenu, niż dwa kilometry kwadratowe. Przemysław Bolechowski źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/09/11 |
|||||||||||
|
|
|||||||||||
|
|||||||||||
| «« Powrót do listy wiadomości | |||||||||||
|
|||||||||||