Od ponad dwudziestu lat droga do Morskiego Oka nie była remontowana. Jedynie przeszła drobne, raczej kosmetyczne naprawy. Jej stan nie jest więc najlepszy i nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że wymaga remontu. Jednak starostwo tatrzańskie, jak twierdzi starosta Andrzej Gąsienica Makowski, nie ma na razie pieniędzy na tak kosztowną inwestycję.
– Wozem jak się jedzie, to tak trzęsie, że bez trzymania to strach, że człowiekowi zęby wybije – śmieje się pan Henryk, turysta z Krakowa. – Mogliby coś z tym zrobić.
Najgorzej jednak mają matki z wózkami, których na tym szlaku nie brakuje. Trudno im pchać wózek z maluchem po takich dziurach, szczególnie gdy stoi w nich woda. – Proszę popatrzeć, na niektórych fragmentach tak szosa jest spękana, że wózek aż podskakuje! – wskazuje na zniszczoną nawierzchnię drogi pani Małgorzata Trojnicka z Wałbrzycha, która wędruje z 4-letnim synkiem do Morskiego Oka.
Starostwo tatrzańskie przymierzało się do generalnego remontu szosy przy okazji prowadzonych właśnie prac zabezpieczających sześć osuwisk. Niestety, jak mówi starosta Makowski, na nową nawierzchnię nie da się wykroić żadnych środków. – Te pieniądze, które otrzymaliśmy z Unii, są przeznaczone jedynie na likwidację osuwisk. Nie wiemy, co z nawierzchnią. Na razie nie mamy na to środków – zaznacza starosta. – Szukamy wszędzie, gdzie się da, ale kwota potrzebna na generalny remont nawierzchni na odcinku siedmiu kilometrów, wcale nie jest taka mała. Potrzebujemy na to 4,5 miliona złotych.
Halina Kraczyńska
źródło:
Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/08/20