Wielki płot podzieli ludzi w Kościeliskiej
TPN walczy z budami przy wejściu do Doliny. Mały jarmark nie podoba się też turystom. 9 km liczy Dolina Kościeliska, jedno z najpopularniejszych miejsc w Tatrach. Nielegalny handel, obskurne stragany i kramy nie są już tylko problemem Zakopanego. Powoli plaga ostatnich lat wdziera się również na teren Tatr. U wylotu Doliny Kościeliskiej pobocze szlaku przez kilkadziesiąt metrów zajmują drewniane budy. Kramy stoją na terenie prywatnym. TPN praktycznie nie może nakazać likwidacji handlu. Jednak zjawisko przybrało już takie rozmiary, że park chce na granicy szlaku postawić wysoki płot i w ten sposób oddzielić górski szlak od „Bangladeszu”.
To, co dzieje się w Kościeliskiej, pokazuje, przez jakimi zagrożeniami stoją Tatry. Tylko czekać, aż jarmarczne budy pojawią się np. przy drodze do Morskiego Oka lub w innych zakątkach gór. Stłoczone byle jakie kramy, stoiska z żywnością i grille z oscypkami z grzybkiem – taki widok przedstawia się turystom, którzy weszli już za bramę do Doliny Kościeliskiej. Niejedna osoba zaskoczona, przystając patrzy, jak w miejscu, gdzie przychodzi się podziwiać przyrodę, prosperuje gwarny jarmark. A dzieci ze szkolnych wycieczek rzucają się na przekąski i napoje. Potem wzdłuż szlaku można zbierać papierki z oscypków, serwetki i szklane butelki.
– Trzeba tego pilnować – podkreśla Franciszek Spytek, przewodnik tatrzański i ratownik TOPR. – Jeśli nie, to lada moment kramy będą ustawione wzdłuż całej doliny. Tatry to nasze narodowe dobro, więc niech cwaniaki i handlarze nam tutaj nie kombinują. Ludzie przyjeżdżają w góry, aby odpocząć od zgiełku i podziwiać dziką przyrodę.
Przewodnik tatrzański mówi, że może jedna czy dwie budki nie szpecą krajobrazu, ale na tym dosyć. Tymczasem TPN przyznaje, że w sprawie tego co dzieje się w Kościeliskiej jest nieco bezradny.
– To nasza plama na honorze – przyznaje Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. – Tu handel odbywa się na prywatnej posesji. To teren położony u wylotu doliny i tak naprawdę nic nam do tego, co dzieje się na nie naszej własności. Ale tam handel odbywa się przy samej granicy. Stragany stoją na terenie prywatnym, a kupujący idą szlakiem turystycznym. Taka sytuacja jest niedopuszczalna, bo kramy i stragany ingerują w szlak turystyczny. Wkrótce będziemy zdecydowanie działać.
Nieoficjalnie wiadomo, że TPN zastanawia się nad postawieniem płotu, który oddzieli handlarzy od szlaku. Wtedy ze szlaku zniknąłby cały jarmark. Sami handlarze nie chcieli wypowiadać się na temat zarzutów parku.
– Można zrobić ładniejsze budki, ale nie usuniemy się – mówi nam jeden ze sprzedawców. – To własność prywatna.
Przemysław Bolechowski
źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/06/04
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() | Zapisz w schowku | ![]() | Drukuj |
![]() | Zgłoś błąd |
2014
|





