zagadka nr 7 zgłoś
...trochę przez zapomnienie, ale głównie przez brak czasu......podchodząc pod wyraźny próg, mimo, wtedy jeszcze, pięknej, słonecznej pogody, zostałem lekko zroszony...
niewiele wyżej, już na obszernej płaśni, w lewo odchodzi popularna perć na obiekt westchnień wielu tatrzańskich łazików.
po kilku minutach spokojnego marszu, przysiadłem w miejscu, w którym zawsze mogę spotkać mojego ulubionego futrzaka. i tym razem się nie zawiodłem...
z końca polany, w prowo, odchodzi perć na wspaniałą niepowtarzalną pod pewnym względem, turnię.
niewiele od końca podłużnego w kształcie stawu, zboczyłem ze ścieżki. bez problemów dotarłem do kotła, w którym znajdują się dwa stawki. oba były skute lodem. w towarzystwie trzech stad kozic przepatrywałem perć na przełęcz i szczyt, które były moim celem. niestety, napływające czarne chmury, dalekie pomruki burzy spowodowały rezygnację z tych planów.
starając się nie gubić zbytnio wysokośc, dotarłem do starej drogi. zaprowadziła mnie ona na słynącą z widoków przełęcz.
po jej drugiej stronie poczułem się jak w środku zimy.
schodząc w dół, dotarłem do rozdroża. decydując się na pójście w prawo, dotarłbym do innej, znanej przełęczy.
ja jednak kontynuowałem marsz ku brzegowi całkowicie zamarzniętego stawu. na jego krańcu stanąłem nad dylematem: pójść w lewo doskonale znaną percią, czy w prawo, prawie nieznaną doliną
...oczywiście, poszedłem w prawo...
na znakowaną ścieżkę wszedłem nieopodal znanej polany.
...czy ktoś zada sobie trud, by ponazywać odwiedzane, oglądane przeze mnie miejsca?
pozdrówka

