|
Jkch - nie obraziłam się za lekcję :) chodziło mi tylko o to, że już na ich odrabianie jestem za stara :)
Ja uczyłam się chodzenia po włoskich ferratach w lonży robionej z krótkiej linki, wpinanej do uprzęży (w zasadzie wplatanej), z węzłami na obu końcach i wpinanymi do nich karabinkami, bez absorbera. Stąd moje niezbyt fachowe podejście do dzisiejszej lonży. Do dzisiaj zresztą tak chodzę. Siła przyzwyczajenia. Tyle, że rzeczywiście masz rację, moje ferraty w zasadzie ograniczają się do łatwiejszych bądź trudniejszych eksponowanych trawersów.
|