Re: Planowanie trasy - pilne!!! zgłoś
Dawniejszymi czasy, kiedy jeszcze w Tatry jeździłem sam, realizowałem plany w 100%. Nie było to jednakowoż trudne gdyż wyprawy trwały dwa-trzy dni (ciężko wynegocjowane z zoną, która zostawała z dziećmi) a termin był tak wybierany, żeby pogoda nie mogła pokrzyżować szyków. Noc w pociągu, dwa-trzy dni w górach, noc w pociagu. Najbardziej lubiłem moment, kiedy budziłem się bladym świtem w okolicach Chabówki i wiedziałem, że góry są już na wyciagnięcie ręki
Ostatnie wyjazdy były juz dłuższe, z rodziną i plany siłą rzeczy podlegały modyfikacjom, Ale oczywiście nie te żelazne punkty. Jak miał być Giewont - a dla dzieci to symbol Tatr - to był Giewont. Nie mogłem ominąć Rusinowej i faktycznie Rusinowa była. Ale np. z Grzesia w kwietniu ub. roku wycofaliśmy się ze względu na warunki. Buty były niezłe ale brak nieprzemaklanych ochraniaczy na nogawki spowodował, że spodnie do kolan przemokły błyskawicznie. Śnieg mokry, miękki i na łatwej latem trasie dzieci zaczęły mieć kłopoty.
W istocie jednak nie ma to chyba wiekszego znaczenia czy plany realizujemy czy nie. Samo planowanie jest nader przyjemne i na swój sposób to przygoda sama w sobie. Dla mnie to zawsze był dłuższy proces, godziny spędzone nad mapami, Nyką, poszukiwaniem zdjęć w internecie... Taki trochę Adwent przed Bozym Narodzeniem czy Wielki Post przed Wielkanocą.

Ostatnie wyjazdy były juz dłuższe, z rodziną i plany siłą rzeczy podlegały modyfikacjom, Ale oczywiście nie te żelazne punkty. Jak miał być Giewont - a dla dzieci to symbol Tatr - to był Giewont. Nie mogłem ominąć Rusinowej i faktycznie Rusinowa była. Ale np. z Grzesia w kwietniu ub. roku wycofaliśmy się ze względu na warunki. Buty były niezłe ale brak nieprzemaklanych ochraniaczy na nogawki spowodował, że spodnie do kolan przemokły błyskawicznie. Śnieg mokry, miękki i na łatwej latem trasie dzieci zaczęły mieć kłopoty.
W istocie jednak nie ma to chyba wiekszego znaczenia czy plany realizujemy czy nie. Samo planowanie jest nader przyjemne i na swój sposób to przygoda sama w sobie. Dla mnie to zawsze był dłuższy proces, godziny spędzone nad mapami, Nyką, poszukiwaniem zdjęć w internecie... Taki trochę Adwent przed Bozym Narodzeniem czy Wielki Post przed Wielkanocą.
