wiktorówki zgłoś
Witam Forumowiczów, wróciłam właśnie z pobytu świątecznego w Tatrach i chcę sie podzielić pewną refleksją i poznać Waszą opinię. Otóż od wielu lat bywam w Tatrach co najmniej dwa razy w roku, prawie za każdym razem odwiedzam też Wiktorówki, mam w pamięci niespotykany klimat tego miejsca, ciemną kuchnię pod kapliczką, termos z herbatą o każdej porze dnia, ojca Leonarda i Przemysława , a nawet Nukę - ulubienicę turystów.
Ostatnio jednak, po zmianie "załogi" Wiktorówki już jakby nie te same - kuchnia wystrojem przypomina raczej bar szybkiej obsługi, herbata i owszem, ale na życzenie, turyści mam wrażenie w ogóle trochę strofowani i traktowani z dużą rezerwą. O zakazie głaskania psa (piękny labrador, więc trudno się oprzeć) nie wspomnę, ale ten akurat zakaz jestem w stanie zrozumieć - pies pracujący.
Ciekawi mnie Wasza opinia, bo może to tylko ja się czepiam - może po prostu moje ostatnie dwa pobyty - jesienny i zimowy - jakieś były pechowe?
Ostatnio jednak, po zmianie "załogi" Wiktorówki już jakby nie te same - kuchnia wystrojem przypomina raczej bar szybkiej obsługi, herbata i owszem, ale na życzenie, turyści mam wrażenie w ogóle trochę strofowani i traktowani z dużą rezerwą. O zakazie głaskania psa (piękny labrador, więc trudno się oprzeć) nie wspomnę, ale ten akurat zakaz jestem w stanie zrozumieć - pies pracujący.
Ciekawi mnie Wasza opinia, bo może to tylko ja się czepiam - może po prostu moje ostatnie dwa pobyty - jesienny i zimowy - jakieś były pechowe?

