mandaty to ostateczność zgłoś
dawno nie czytałem lepszego żartu. od wielu lat chodzę po Tatrach i... przyznam szczezre, nie zawsze tam gdzie to dozwolone. No cóż... to co wolno zrobione i to po kilka razy, więc dusza ciągnie w nowe rejony. miałem spotkania ze Służbą Parku, oczywiście czekali przy zejściach bo żaden nie był w stanie podjąć pościg np. po Liptowskich Murkach czy Miedzianem. a że zejść trzeba i nietrudno było odgadnąć gdzie, zdążyli się ustawić. nigdy nikt nie próbował pouczać. zawsze manfdacik, mandacik. nie powiem, jeżeli dreptałem poza szlakiem i to w ścisłym rezerwacie płaciłem bez dyskusji. Szlag jednak trafiał, gdy wyskoczył gówniarz na drodze do Roztoki (dołem) i krzyczy o mandacie. a pan Służba Parku jechał właśnie samochodem. Medice curate ipsum. wiem, że chodzić tamtędy nie wolno (co od lat czynię), ale skoro sam jedzie autem niech pomyśli po co jest ten zakaz i czy sam nie robi więcej szkody. prędzej dogadać się można z Filancem z Białej Wody. Mają prawo karać, niech to robią, tylko niech pan Władza Parku zobaczy jak to wygląda w praktyce a nie p... o ostateczności czyli mandatach. Nie mam nic przeciwko mandatom i straży, bo bez nich byłaby anarchia, ale wystarczy chwilę pomyśleć aby ocenić jakie są skutki złamania zakazu i czy od razu trzeba mandatować a urbi et orbi głosić, że to OSTATECZNOŚĆ.

